AktualnościNie przegapZobacz

Kiedy ludzkość przestała być ludzkością. Część IX

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN
Podziel się wpisem:

Na kontynencie, który był ich domem doszło do potężnej eksplozji wulkanu.

Nie osiągnęła ona takiej mocy jak ta, która zmiotła Yellowstone z powierzchni Ziemi. Ba, nawet zmiany klimatyczne, które dotknęły Moga-K nie były tak dotkliwe, jak te na ojczystej planecie ich antenatów. Wciąż jednak była to erupcja potężna, porównywalna z wybuchem wulkanu Toba.

Swoiste Kilimandżaro wielkiej sawanny Moga-K eksplodowało lawą i trującymi wyziewami. Sawanna została spustoszona i nie miała szansy się otrząsnąć – choć planeta ochłodziła się na chwilę to wkrótce miała zmienić się w szklarnię – wilgotną i gorącą. Miała nadejść era dżungli, płytkich mórz i mokradeł. Sawannę czekała przemiana w las tropikalny.

Strugaki i spryciaki nie mogły odbiec czy nawet odejść od zagrożenia. Kontynent dusił się, marzł, umierał.

Erupcja nie oznaczała jednak końca tylko ostatnich dwunożnych potomków człowieka. Kłacze również nie przetrwały gwałtownych przemian, ginęły wraz ze swoimi ofiarami i zarazem dalekimi krewnymi.

Linia istot wywodzących się od warszawiaków, którzy znaleźli się na sawannie przetrwała jedynie w hieniakach. Padlinożercy znaleźli się na skraju wyginięcia, ale dzięki łutowi szczęścia w tym świecie pecha i jedzeniu każdego stworzenia, które miało mniej szczęścia, przetrwały.

Potomkowie trzech grup warszawiaków wkroczyli w nową epokę.

62 miliony lat po Przeniesieniu

Sześć dziesiątek i dwa miliony lat po Przeniesieniu Moga-K doświadczała efektu cieplarnianego. Lodowce na biegunach się roztopiły, poziom wód gwałtownie wzrósł.

Badacze kosmosu wciąż śledzili efekty swego eksperymentu. Ich cywilizacja od eonów tkwiła w stagnacji, to, co wydarzyło się w dniu przeniesienia nie było dla nich odległe bardziej, niż dla człowieka XXI wieku zeszły tydzień. Nie ingerowali, choć czuli zawód widząc, jak szansa na nowy rozumny gatunek zostaje zaprzepaszczona.

Wyniki ich zabawy z ludźmi okazały się jednak nad wyraz ciekawe. Tych kilka istniejących gatunków, które zamieszkiwały Moga-K były antytezą ludzkości.

Epoka wielkiego ocieplenia przyniosła wyzwania ale i szanse dla tych zwierząt, które umiały je wykorzystać. Owady znacząco urosły, środowiska uległy przeobrażeniom. Wielcy roślinożercy i drapieżniki przemierzały lądy i morza.

Wyspa, która była domem, cóż, wyspiaków, znalazła się pod wodą. Wynurzyć się miała w chłodniejszej przyszłości.

Zanim ten ląd zniknął pod wodą, część wyspiaków skalnych zdołało ewoluować w wyspiaki jaskiniowe. Te, relatywnie nieduże i ślepe znalazły bezpieczeństwo i jedzenie w długich, jaskiniowych tunelach ciągnących się przez całą wyspę.

Ostatni przedstawiciele obu gatunków zginęli topiąc się i bezradnie przebierając łapami w słonej, morskiej wodzie.

Potomkowie ich krewnych mieli więcej szczęścia ale też i zdolności adaptacji. W okolicznych wodach pojawiły się pływaki – ekwiwalent ziemskich delfinów.

Ewolucja pływaków, choć przebiegła zaskakująco szybko, nie byłaby możliwa bez tego, że ich przodkowie związali sobie życie z przybrzeżnymi wodami. Teraz powoli, ale z uporem dążyły do roli władców mórz. Żywiły się niedużymi morskimi zwierzętami żyjąc w płytkich wodach.

Najbardziej fascynującym aspektem ich życia były zaloty. Gdyby jakiś poeta, lub po prostu człowiek o wrażliwej duszy mógłby zobaczyć łączące się w pary pływaki westchnąłby z zachwytu. Nawet, jeśli powiedziano by mu, że są to jego potomkowie.

Średnio dwa razy do roku stada pływaków wynurzały się zbiorowo na powierzchnię szukając partnera lub partnerki. Ponieważ prowadziły nocny tryb życia, spotkania przyszłych partnerów odbywały się niejednokrotnie przy aż dwóch pełniach księżyca. Podobny widok natchnął kiedyś kilku ludzi w czterech grupach do próby ułożenia kilku strof wierszy, które nigdy nie zostały przelane na papier.

Las w czasach globalnego ocieplenia stał się rozległymi mokradłami, bujaki wykorzystały ten czas nie tylko na dostosowanie się, ale też ewoluowanie w trzy różne gatunki.

Chlupotak poruszał się w wodzie susami. Wyskakiwał niczym żaba w górę, łapał w usta latające nad powierzchnią wody owady i zanurzał się pod wodę. Przepływał kilka metrów i wyskakiwał w innym miejsc jednocześnie nabierając oddech i połykając kolejne smakołyki. Mokradła rozbrzmiewały chlupotem wody, gdy chlupotak zajadał się owadami. Po skończonym posiłku kładł się w trawie i z rozkoszą wygrzewał w promieniach słońca.

Górne kończyny chlupotaków uległy zmniejszeniu. Żyjące na brzegu zwierzęta korzystały przede wszystkim z kończyn dolnych. To za ich pomocą pływały i wyskakiwały ponad lustro wody odbijając się od dna.

Motywem przewodnim życia każdego chlupotaka była równowaga. To nad wodą unosiły się najliczniejsze i najbardziej pożywne owady, jednak to ląd był miejscem, gdzie się spało i wychowywało młode. Jednocześnie na lądzie nie brakowało drapieżników, które wykorzystywały każdą chwilę nieuwagi chlupotaków. Nieszczęsne zwierzęta musiały więc codziennie znajdywać równowagę między pożywieniem, odpoczynkiem i bezpieczeństwem. Bardziej, niż jakiekolwiek inne stworzenie na Moga-K.

Gałęziaki nie opuściły drzew. Zmniejszyły rozmiary i przypominały małe małpki bez ogonów. Małpa na mokradłach? W XXI dla warszawiaków byłby to czysty surrealizm.

Gałęziaki jak ich przodkowie żyły wśród drzew, ale bujanie się zamieniły na skoki z gałąź na gałąź, z drzewa na drzewo. Drzewa nie były już tak liczne jak kiedyś, spore połacie mokradeł były niemal w ogóle ich pozbawione. Nie rosły też już na nich owoce, dieta gałęziaków opierała się więc na liściach i gałązkach. Nie miały czego szukać na ziemi, jako jedyne z potomków bujaków zachowały też futro.

Cechą szczególną gałęziaków były ich długie, smukłe i zwinne palce. Stanowiły prawdziwy kaprys ewolucji, nie służyły bowiem do bezpośredniej walki o przetrwanie czy zdobywania żywności. Ich jedynym celem było iskanie.

Iskanie odgrywało ogromną rolę w zdobywaniu partnera lub partnerki. Palce gałęziaków osiągały pełną zręczność wraz z dojrzałością płciową ich właściciela.

Zwyczaje godowe gałęziaków opierały się na zgromadzeniach w skupiskach drzew. Zwierzęta pokrywały się rodzajem pasożytów, które szczególnie sobie je upodobały, a następnie szukały partnerów, którzy najlepiej by je od nich uwolnili. W tym przypadku ,,najlepiej” oznaczało najdelikatniej i najszybciej. Brutalność i opieszałość były czynnikami dyskwalifikującymi, dlatego zręczne palce były podstawą. Po setkach tysiącach lat ewolucji nawet najbardziej niezdarne gałęziaki byłyby w stanie posługiwać się narzędziami, pisać, a nawet splatać palce w sposób niemożliwy dla przedstawiciela Homo sapiens. Tylko po co by im to było, skoro od nieuchwytnej granicy za którą rozpościerała się rozumność dzieliła je ogromna przepaść?

Trzeci gatunek powstały z bujaków, który dobitnie świadczył o szybkości procesów ewolucyjnych nosił miano pełzaka. Pełzak był postrachem chlupotaków. Choć woda była mu niestraszna preferował ląd, trawy i zarośla. Mimo krótkich łap poruszał się sprawnie i zawsze w stadach.

Stada pełzaków otaczały wypoczywające chlupotaki i rzucały się na nie znienacka. Mimo wspomnianej sprawności nie mogły równać się pod tym względem z sadzącymi susy potencjalnymi posiłkami. Ich atutem było więc zaskoczenie, tym bardziej, że chlupotaki nie mogły im zagrozić – byli to owadożercy a nie wojownicy.

Życie na mokradłach przyniosło ogromne zmiany w wyglądzie i zachowaniu bujaków. Od stworzeń przypominających małpiatki po wodnych skoczków i pełzających drapieżców. Tylko jedna cecha łączyła te trzy gatunki.

W świecie, gdzie megafauna nie była rzadkością, potomkowie bujaków zmienili się pod kątem anatomii, a nie rozmiarów. Wciąż były to nieduże istoty.

Po czasach wielkich przemian zdziesiątkowane hieniaki znalazły się w zupełnie nowym otoczeniu. Sawanna zmieniła się w dżunglę. Hieniaki jednak nie uległy poważnym zmianom.

    Ostatni potomkowie warszawiaków z sawanny nie weszli na drzewa, choć tam życie było liczne. Zmaleli jedynie, by łatwiej poruszać się w gęstwinie dżungli a ich pyski wydłużyły się, by łatwiej im było rozsuwać gęste zarośla jak również rozgrzebywać opadłe gałęzie czy liście w poszukiwaniu padliny.

Padliniaki, bo takie miano badacze kosmosu nadali potomkom hieniaków, wciąż stroniły od przemocy. Spadłe z drzewa martwe przysmaki nie były zbyt częste, jednak ziemia obfitowała w jedzenie. Naziemne drapieżniki dostarczały regularnie pożywienia, ale cykl życia i śmierci również rozpieszczał padliniaki. W dżungli śmierć, podobnie jak życie, była wszędzie, świeżego mięsa było zawsze pod dostatkiem.

Okres ocieplenia dobiegał końca i to nie z powodu czegoś tak prozaicznego jak epoka lodowcowa.

Ludzie oraz ich potomkowie mieli to szczęście, że dotychczasowy ich pobyt na Moga-K zaczął się po ostatnim masowym wymieraniu. Od czasu do czasu zdarzały się kataklizmy na większą lub mniejszą skalę ale nie były czymś, co mogłoby zagrozić życiu na planecie.

Dwunożni potomkowie człowieka zakończyły swój żywot na sawannie, jednak ich nieszczęście nie było nieszczęściem całej planety. Moga-K wybuch wulkanu odebrała jako stosunkowo niewielką niedogodność w porównaniu z masowymi wymieraniami.

Wkrótce planetę miała jednak spotkać katastrofa z prawdziwego zdarzenia.


Podziel się wpisem:
Program Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030Narodowy Instytut Wolności

Opowieści z Moga-K: Refleksje przed końcem

Previous article

Połowa ludności Ziemi dysponuje zaledwie 2% światowego bogactwa. Filantropia i jej różne oblicza.

Next article

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Słowo wstępne

Drodzy Czytelnicy,
 dziękujemy Wam wszystkim i każdemu z osobna za wsparcie i zaangażowanie. Od 2021 roku utrzymujemy się sami, co oznacza, że nie mamy dotacji na projekt. Zachęcamy do wpłat na naszych dziennikarzy z niepełnosprawnościami sprzężonymi .  Nie przestajemy pisać! Działamy bez zmian! Dziękujemy, że jesteście z nami i zapraszamy do lektury magazynu.

Redakcja Dzielnej Matki

 

Darowizna

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN

Popularne wpisy

Login/Sign up