AktualnościWażne

Wózkiem przez Warszawę

0

 

Schody, schodziska, krawężniki, z których można tylko spaść, bo stoczyć z godnością się nie da.

Nasze miasta zostały tak urządzone, aby zniechęcić osoby na wózkach do wychodzenia z domów. A i te, poruszające się na własnych nogach, mają kłopot z pokonywaniem przeszkód.

Tytuł może się Wam wydawać dziwny, zważywszy, że nie jeżdżę na wózku. Jednak temat jest mi od wielu lat bardzo bliski. A w ogóle, to zaczęło się od audycji radiowej. Mowa była o utrudnieniach, jakie napotyka osoba niepełnosprawna w stolicy. Było to wiele lat temu, kiedy jeszcze nie było wind przy zejściach do podziemi ani chodników przystosowanych dla osób na wózku. Od tamtej pory zwracam na to uwagę i cieszy mnie, że jest co raz więcej udogodnień dla osób niepełnosprawnych. Do ideału jeszcze trochę brakuje.

I jakby władze miasta czytały mi w myślach. Gdy w zeszłym tygodniu pisałam pierwszą wersję tego tekstu, to na ekranach w tramwajach pojawiły się spoty społeczne informujące, że miasto zajmie się likwidacją wszelkich barier dla niepełnosprawnych.

I proszę, ja mogę im w tym pomóc, pokazując „palcem” kilka miejsc, które trzeba poprawić.

Na przykład takie przejścia pod ulicą Marszałkowską naprzeciwko Pałacu Kultury. Tak, wiem, można pójść trochę dalej i zjechać windą, albo dojść do pasów przy ulicy Świętokrzyskiej. Ale z drugiej strony, czemu osoba na wózku ma nadrabiać drogi, kiedy przejście ma pod nosem? Nie, żeby nie było zjazdu dla wózków. Jest, ale dla wózków dziecięcych. Człowiek niepełnosprawny sam sobie nie poradzi ze zjechaniem, potrzebna jest pomoc, najlepiej dwóch zdrowych osób.

 Kilka lat temu ja, moja przyjaciółka i koleżanka z porażeniem mózgowym wcieliłyśmy się w rolę królików doświadczalnych. Byłyśmy na wycieczce po Centrum Warszawy i muszę przyznać, że to była niezła survivalowa szkoła. Otóż, żeby zejść wspomnianym przejściem, trzeba ustawić wózek tyłem i powoli schodek po schodku, centymetr po centymetrze iść tak, żeby siebie i koleżanki nie zabić. Wózek znajdował się niemal w pionie, a koleżanka leżała na plecach, dyndając nogami górze. Ale ta przeszkoda, to było jeszcze nic. Potem trzeba było wyjść na powierzchnię. Wiecie, jak duży trzeba wziąć rozpęd, żeby wypchnąć kogoś, kto waży 50 kilo (plus wózek) do góry? Ja też nie, bo wzięłam za mały rozbieg i zatrzymałam się w połowie drogi.

Przyjaciółka przystąpiła do akcji ratunkowej i zaczęła nas pchać z całych sił. Nie było łatwo, a to, że śmiałyśmy się przy tym, jak szalone, też nie pomagało. W pewnym momencie stanęłyśmy i nie mogłyśmy ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę. Zastygłyśmy bezradnie. Koleżanka na wózku, ja i trzymająca na moim tyłku ręce, przyjaciółka. Wyobrażam sobie, jak to musiało wyglądać dla przechodniów. 

Ale w końcu udało nam się opanować i bez żadnych strat dotarłyśmy na powierzchnię.

Śmiech śmiechem, ale tam na prawdę brakuje rampy lub windy.

Kolejnym odkryciem było to, że nie do każdego sklepu w Centrum osoba na wózku może samodzielnie wjechać, a i przy pomocy innych, też to nie jest łatwe. I mimo, że chodzi o zwykłą sieciówkę, której sklepów jest w Warszawie i okolicach na pęczki, to jednak ponownie stawiam pytanie. Czemu osoba na wózku musi szukać odpowiedniego dla nie sklepuj, a nie może wejść do pierwszego z brzegu? Czemu nie może zjechać windą, jak człowiek, tylko tarabani się na schodach ruchomych z dwiema wątpliwej odpowiedzialności koleżankami? Schody ruchome i wózek inwalidzki, to nie jest dobry pomysł. Tak samo schody. A tam schody, schodziska z czasów PRL-u, gdzie nawet ja musiałam zadzierać wysoko nogę, żeby na nie wleźć. A skoro o nich mowa. Nie jestem niepełnosprawna, za to niska i z kolanami po wielu kontuzjach. I jednym z powodów dla jakich unikam metra, są właśnie schody.

Rozmawiałam z koleżankami na ich temat i zgodnie stwierdziłyśmy, że ich stopnie są o kilka centymetrów za wysokie. Ja osobiście czuję się, jakbym zdobywała Mont Everest. A co dopiero powiedziałaby osoba poruszająca się o kulach? No tak, jest winda i schody ruchome, ale to nie zmienia faktu, że te, na które trzeba się wpinać o własnych siłach, mogłyby być lepsze.

I ostatnia obserwacja. Chodniki. Nie wszystkie są przystosowane do wygodnego i bezpiecznego przemieszczania się osoby na wózku. Na przykład przy ślimaku między Chmielną a Złotą. Niby coś jest, ale ja dziękuję za takie udogodnienia. Z powodzeniem można wypaść z siedziska i rozkwasić sobie nos. Można też objechać ślimak dookoła i dostać się do kolejnego przejścia dla pieszych, ale ponawiam pytanie: dlaczego osoba na wózku musi korzystać z okrężnej drogi?

Na koniec, żeby nie tylko Warszawa ode mnie obrywała. W Jabłonnie jest w miarę nowe osiedle, więc powinno już mieć na uwadze osoby niepełnosprawne oraz dzieci w wózkach. Niestety, z chodnika można jedynie zlecieć, bo stoczyć się z godnością nie da rady. A zauważyłam to utrudnienie jeżdżąc tam na rowerze. Za każdym razem, kiedy chcę przejechać przez osiedlową drogę, muszę albo zsiąść z roweru albo jak nastolatek podrywać koła do góry, mając nadzieję, że moja sprawność fizyczna jest nadal dobra.

Za to wczoraj byłam na spacerze z koleżanką na wózku po Legionowie. I wydawałoby się, że nie jest tak źle. Zjazdy z chodników są, kostka w miarę równa, ale… Przy targu nie jest tak kolorowo, zwłaszcza w sobotę. Samochody parkują niemalże na przejściach dla pieszych, przez co osoba na wózku ma ograniczone pole widzenia i ryzykuje wjechaniem wprost pod koła samochodu. Ja miałam problem z dostrzeżeniem tego, co się działo, gdyż widok zasłaniał mi potężny SUV. Nie wszędzie dałoby się też wjechać samodzielnie. Koleżanka miała mnie do pomocy, więc dałyśmy radę, ale sama? Musiałaby jechać ulicą albo zawrócić i znaleźć okrężną drogę. Taki tam, mały tor przeszkód.

Zwróciłam też uwagę na przejście dla pieszych na styku ulic Jana III Sobieskiego i Cypriana Kamila Norwida. Po jednej stronie jest łagodny zjazd dla wózków, ale po drugiej stronie już go nie ma. A krawężnik nie należy do najniższych. Bardzo interesująca (mam na myśli stan umysłów osób, które to zaprojektowały) niedoróbka. I kończąc. Może ten tekst, to taki groch z kapustą, ale uważam, że jak najbardziej potrzebny, ponieważ wiele osób boryka się z problemem swobodnego poruszania się po ulicy. I  może przez takie zaniedbania, jak bark dostosowanego zjazdu, zniechęca się je do opuszczania swoich domów. A tak nie powinno być. Oczywiście poza okresem kwarantanny na okoliczność koronawirusa.

Asperger w systemowej szkole

Previous article

Pani mecenas i rak

Next article

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Słowo wstępne

Równo 100 lat temu, w Wadowicach w kamienicy przy ul. Kościelnej 7 (dawniej Rynek 2) przyszedł na świat Karol Wojtyła. Dzisiaj zapraszamy Was, byście poznali Jana Pawła II. Z powodu epidemii COVIDA 19 nasi dziennikarze pracowali w trudnych warunkach, aby zapewnić  ciekawe teksty np. o wolontariacie, czy historii o rodzicach papieża Polaka. Życzymy Państwu Dużo zdrowia i dobrej lektury, redakcja portalu Magazyn Dzielnej Matki.

Zbieramy na terapię koniem

Popularne wpisy

Login/Sign up