AktualnościRecenzjeWażne

Zapraszamy do cyklu opowiadań Stefana Dziekońskiego, dziennikarza z niepełnosprawnością sprzężoną, o Powstaniu Warszawskim.

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN
Podziel się wpisem:

Post mortem.

Ruiny Warszawy spowijała złowroga cisza. Powstanie utopiono we krwi, zło zwyciężyło. Julia nie opuściła ruin z innymi, gdy walki dobiegły końca. Czuła  jakiś podstęp, nie chciała skończyć rozstrzelana. W związku z tym postanowiła spróbować przeżyć w ruinach.

Mieszkanka z Nowej Suchej uczestniczka pokazu rekonstrukcji Bitwy nad Bzurą

    Jeszcze w trakcie powstania przekazała list na adres pod którym, jak myślała, przebywała jej rodzina. Sympatyczny chłopiec, którego imienia już zapomniała przemknął się poza granice miasta, gdy jednak wrócił oznajmił, że dom stał pusty, nikogo tam nie było. Pocieszył ją wprawdzie, że nie było tam żadnych śladów walki, niemniej trudno  powiedzieć co się stało.
    Małego posłańca nigdy już nie zobaczyła. Chciała mieć nadzieję, że przeżył, ale nadzieja opuściła ją dawno temu. W pewnym momencie zastąpiła ją ponura determinacja. Powstańcy nie czekali już na ratunek, chcieli po prostu jak najdrożej sprzedać swoją skórę.

Mieszkaniec z Nowej Suchej uczestnik WTZ.

    Teraz jedynym celem Julii było przeżyć. Zaczynał się listopad, było coraz chłodniej. A Sowieci nie nadeszli nawet po upadku powstania.
    Czasami Julii wydawało się, że poza tym morzem ruin nic nie ma. Że poza zniszczoną Warszawą nie ma już świata, przynajmniej dla niej. Nie wiedziała, co dzieje się w świecie, kto wygrywa. Nie zdziwiła by się, gdy niemieckie wojska zawarły pokój ze Stalinem lub wręcz go pobiły, a teraz łakomym wzrokiem znów spoglądały by na Londyn. Kto wie, może nawet na Waszyngton?
    W ponure noce, gdy okrywała się znalezionymi łachmanami wspominała tę nadzieję, którą czuła pierwszego sierpnia. Teraz mogła czuć tylko głód, zimno i samotność. Była co prawda świadoma, że w ruinach Warszawy mogli znajdować się inni, starała się trzymać jednego, ukrytego miejsca i nie narażać. Nie chciała natknąć się na szabrowników, hieny cmentarne czy wreszcie na ludzi, którzy mogliby odnieść jakieś korzyści z napaści na bezbronną, młodą kobietę. Uważnie przeczesywała okolicę starając się znaleźć cokolwiek do zjedzenia – najlepiej na surowo, rozpalanie jakiegokolwiek ognia mogło ściągnąć niechcianą uwagę.

Dziennikarka Agnieszka Bal w wojskowym mundurze z 1939 r.

    Czasami zastanawiała się czy nie zaryzykować i nie poszukać innych, którzy postanowili kryć się w ruinach. Na chłopski rozum było najlepsze rozwiązanie, w grupie zawsze łatwiej. Widząc jednak bestialstwa wojny Julia nie mogła się przemóc się, by nawiązać póki co kontakt z drugim człowiekiem. Miała wrażenie, że w powstaniu zginęli wszyscy porządni ludzie.
    Myślami często wracała do Janka. Jego śmierć wstrząsnęła nią do tego stopnia, że przez kilka następnych dni  nie mogła spać. Gdy wreszcie udało jej się zmrużyć oczy widziała setki młodych ludzi takich jak on masakrowanych przez niemieckie siły. Mord dokonany na dzieciach i starcach. Gdy budziła się zlana potem okazywało się, że rzeczywistość i senne mary są spójnym pasmem śmierci i zniszczenia.

Ignacy Grzybowski uczeń Fundacji Pomocy Ludziom z Niepełnosprawnościami przy ul. Skuterowej 9 w Warszawie

    Gdy teraz miała kłaść się spać uświadomiła sobie, że ma gorączkę. Osłabienie organizmu dało o sobie znać, a ta noc zaś zapowiadała się na wyjątkowo chłodną. Przez myśl przeszło jej pytanie: czy umrę? Tak naprawdę przecież nie miała o co walczyć. Nie wiadomo, czy jej rodzina jeszcze żyje, przyszłość jej samej i Warszawy nie napawała optymizmem. Uśmiechnęła  się gorzko sama do siebie. Jej ojciec również nie widział nadziei, ale też nigdy się nie poddawał. Zawsze powtarzał, że Marszałek nigdy nie składał broni, nawet wtedy, gdy sytuacja była beznadziejna.

Arek Łach w wojskowym mundurze i z karabinem, uczestnik WTZ – warsztatów terapii zajęciowej w Serocku

    Ułożyła się wygodnie, o ile tak można określić spanie w ruinach i okryła się czymś, co prawdopodobnie było kiedyś firanką. Czuła się bardzo źle, ale nie udało jej się znaleźć żadnych lekarstw. Zamknęła oczy  całkowicie obojętna na to, czy jeszcze się obudzi. Może jednak trzeba było opuścić miasto? Może trzeba wręcz było rzucić się na niemieckie karabiny i dołączyć do kolegów i koleżanek, którzy polegli za wolność Polski? A może jednak walczyć o życie? Może nic nie jest jeszcze przesądzone? Może, może, może…
 Gdy obudziło ją jasne światło nie wiedziała czy umarła, czy też po prostu nastał nowy dzień.

Podziel się wpisem:
Program Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030Narodowy Instytut Wolności

Wątpliwości- Serwus, Julka

Previous article

Niepełnosprawna kobieta w ciąży – wsparcie instytucjonalne i systemowe. MARIA CZERWIŃSKA -LITWIN

Next article

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN

Komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Słowo wstępne

Drodzy Czytelnicy,
 dziękujemy Wam wszystkim i każdemu z osobna za wsparcie i zaangażowanie. Od 2021 roku utrzymujemy się sami, co oznacza, że nie mamy dotacji na projekt. Zachęcamy do wpłat na naszych dziennikarzy z niepełnosprawnościami sprzężonymi .  Nie przestajemy pisać! Działamy bez zmian! Dziękujemy, że jesteście z nami i zapraszamy do lektury magazynu.

Redakcja Dzielnej Matki

 

Darowizna

Darowizna na cele statutowe Fundacji Dzielna Matka:

PLN

Popularne wpisy

Login/Sign up